piątek, 21 czerwca 2013

Bardzo ważna dla mnie rzecz.

Kochani, to nie jest rozdział. Tak, wiem, jesteście zawiedzeni. Niestety, stało się coś, przez co nie mogłam spać pół nocy.

Mianowicie znalazłam pewien blog, pewnej osoby. Ta osoba jest moją czytelniczką. Ba, nawet komentowała, jestem u niej w polecanych!
"No tak. Ale co się takiego stało?" - pomyśli sobie większość z Was. -"Może Ruki ma gorączkę i pierdzieli głupoty?"
Nie, wcale nie.

Ale od początku:

Nie jest mi łatwo tak pisać, bo nie zawsze mam ochotę, czas, możliwości. Robię to nie dlatego, że tak lubię. Gdyby to było tylko dlatego, to to opowiadanie powstawałoby tylko w zeszycie, przeczytane najbardziej zaufanym mi osobom. "Więc dlaczego Ruki pisze bloga?" Ruki pisze dla Was. Dla siebie może też, bo w końcu kto nie ubóstwia komentarzy, tych spekulacji na gadu co będzie dalej, nękaniem o nowy chapter (chociaż to akurat mniej przyjemne, ale też to kocham)? Ja kocham wszystkie te rzeczy. Nawet nie wiecie jak bardzo cieszę się z każdego, nawet najmniejszego komentarza. Pisanie jest da mnie czymś, w czym mogę umieścić całą siebie - moje uczucia, moje myśli. Są to moje osobiste rzeczy, które po prostu zamieniam na jakąś historię, w tym wypadku Gazettowe yaoi. Każdy sposób dobry, na przekazanie swoich emocji. Mój blog się rozwijał, dość dobrze prosperuje, mam tylu świetnych czytelników, nieważne czy znam, czy nie. Czy piszą komcie, czy nie. Dla mnie się liczy to, że ktoś przeczyta. Nie twierdzę, że piszę wyśmienicie, ale piszę dobrze. Takie jest moje zdanie. Bardzo się poprawiłam, sama to widzę i teraz mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że piszę dobrze. Również dzięki Wam.

I teraz.
Wyobraźcie sobie mnie. Oto ja, Ruki. Piszę sobie opowiadanie na blogu. Piszę z emocjami, z uczuciami, daję Wam 200% siebie.
Widzicie to? Dobrze.
Dalej, Ruki naraża się rodzicom, żeby pisać opko. Oni mówią, że to nikomu nie potrzebny bzdet. Mi potrzebny, bo czuję w końcu, że ktoś mnie docenia.
Czujecie to teraz? Całą aurę? Świetnie!
No i kontynuując - teraz wyobraźcie sobie, że ktoś Wam bezczelnie niszczy Waszą pracę. Nie dosłownie, nie da się zniszczyć tego, co jest napisane i przeczytane, ale niszczy mnie i tą historię od środka.
Jak się czujecie?
Okropnie, prawda? Tak, ja teraz też się tak czuję.

"No i do czego Ruki zmierzasz?"
Mianowicie do tego, że znalazłam podróbę swojego opowiadania na czyimś blogu. Zerżnięte w zupełności. Znaczy, początek, bo potem wszystko jest inne. I dobrze. Ale początek, pierwsze 2-3 rozdziały to nieudana kopia mojego skromnego dzieła, które tu tworzę od ponad roku i naprawdę ciężko nad nim pracuję.
Ani to dobrze napisane, ani żadnego ciekawszego pomysłu, ani fajnie poprowadzona akcja.
Naprawdę, przeczytajcie to, proszę Was.

Osobą, która ukradła moją pracę jest ToshiDiru. Jest mi bardzo przykro z tego powodu.
I nie tylko.
Jestem bardzo zła. Ostatnio byłam tak zła, jak brat zniszczył mi nowiutką gitarę. Wyobrażacie sobie to? Lepiej nie próbujcie, moja złość i tak to przewyższa.

Toshi, nie mam pojęcia, czy to przeczytasz. Jeżeli tak, to wiedz, że właśnie przestałam Cię szanować zupełnie. Nic nie znaczą dla mnie ludzie, którzy kradną cudze rzeczy. To jest internet. Prędzej czy później znalazłabym Twój blog i Twoją nieudaną podróbkę. Oczywiście, że nic Ci nie zrobię, nie wiem kim jesteś, nie znam Cię. Nie potrzebuję się mścić fizycznie.

Ale jestem pewna, że moi przyjaciele, czyli moi czytelnicy pomogą mi Cię nauczyć, że pracy innych się nie kradnie.
Tak, dokładnie moi czytelnicy! Mam do Was ogromną prośbę.
Tu jest link do "jej opowiadania".
Jest to pierwsze w tamtym spisie. Przeczytajcie całe. To nie jest długie. Przeczytajcie opis. Znajome? A jakże, bo MOJE.

I teraz akcja właściwa - po przeczytaniu, pomóżcie mi. Mimo, że pisze, że blog zawieszony, to zalejcie ToshiDiru i jej bloga falą hejtów/komentarzy o kradzieży cudzego mienia.
Nie, nie przeklinajcie, nie wyzywajcie, nie groźcie. Po prostu napiszcie co sądzicie na temat takiego zachowania.


CHCĘ, ŻEBY WSZYSCY WIEDZIELI, ŻE JESTEŚ KŁAMCĄ. OSZUKIWAŁAŚ SWOICH CZYTELNIKÓW KRADNĄC MOJĄ PRACĘ. TEGO SIĘ NIE ROBI.


Opis, znajomy?

Początek mojego i Toshi pierwszego rozdziału.
PODOBNE?


Proszę, pomóżcie mi, bo jest mi tak strasznie smutno i przykro, że no nie wiem.

Cieszę się, że mam Was, bo wiem, że mi pomożecie. Pomóżcie mi ukazać, że tamto to zwykły plagiat.

Pisząc to zdałam sobie sprawę, jak ja bardzo Was kocham wszystkich <3

~Ruki, która pisze dla Was.


PS Kolejny chapter w drodze, oczekujcie w przyszłym tygodniu jako nagrodę <3 Będzie wszystko co tak od dawna chcieliście.

niedziela, 2 czerwca 2013

~CHAPTER 24~ "Pierwszy dzień w szkole, ale... czekaj, skąd ta jedynka?!"




CHAPTER 24
"Pierwszy dzień w szkole, ale... czekaj, skąd ta jedynka?!"

WITAJCIE SPOWROTEM! JA ŻYJĘ. TAK, ŻYJĘ! RUKI POWRACA, JAK ZAWSZE XD Tak więc, witam znowu wszystkich. TAK WIEM. Miało być przed egzaminami. Potem od razu po. Ale się nie dało ;_; Tak więc przepraszam za zwłokę. Miało być na Dzień Dziecka, ale się spóźniłam półtorej godziny ;_; Wybaczcie XD Ważne, że chapter XD Z dedykacją dla Juri, gdyż miała urodziny, a ja tam nie byłam ;_; Miłego czytania ;D
------------------------------------------------------------ 
(RUKI)

Stałem nieruchomo patrząc na Yuuno. Jeżeli w klasie mogła zapaść jeszcze większa cisza niż przed chwilą, to właśnie się to stało. Nikt nic nie mówił, a moje serce waliło głośno. Miałem wrażenie, że w całym pomieszczeniu słychać tylko je. Brak dźwięku dotkliwie rozdzierał od środka. Wszyscy patrzyli na mnie. U jednych dało się zobaczyć niedowierzanie, u drugich szok, a u jeszcze innych po prostu zdziwienie. Tylko dwie osoby miały inny wyraz twarzy. Jedną z nich był pan Okuda, który schował twarz w dłoniach widocznie załamany, a drugą była Yuuno, która gdy zrozumiała co się właśnie stało patrzyła na mnie przepraszająco.
Byłem niepewny. Co teraz? Czy będę mógł chodzić tu do szkoły jeśli klasa już wie? Wyrzucą mnie stąd? Jeżeli tak, to jak zareaguje Reita...? Czy będzie na mnie zły...?
Tę niezręczną ciszę w końcu przerwał pan Okuda.
-Yuuno, usiądź proszę...
Dziewczyna ukłoniła się lekko, powiedziała ciche przepraszam, po czym usiadła w ławce obok mojej.
-Postawmy sprawę jasno, moi drodzy - zaczął ponownie nauczyciel. - Wydało się, nie będziemy was już teraz próbować oszukać. To się kategorycznie nie może roznieść. Plan był taki, żebyście się nie dowiedzieli, ale wystarczyła Yuuno - westchnął. - Jeżeli dyrektor i inni nauczyciele dowiedzą się, że wiecie, myślę, że mogę się z wami pożegnać i z pracą również. Tak więc teraz zapytam, pomożecie mi i Rukiemu?
Mężczyzna spoglądał na każdego po kolei uważnie. Minęło kilka długich, przepełnionych wręcz bolącą ciszą minut. W końcu wstała dziewczyna, która wcześniej zadawała mi pytanie. O ile dobrze zapamiętałem, Aiko. Spojrzała na wszystkich, po czym uśmiechnęła się.
-Proszę pana, wierzę, że reszta klasy się ze mną zgodzi. Jako przewodnicząca obiecuję, że ta informacja stąd nie wyjdzie.
Reszta uczniów zaczęła jej przytakiwać, a ja odetchnąłem z ulgą i chyba to samo zrobił wychowawca.
-Dziękuję - powiedziałem cicho i uśmiechnąłem się.
-Będziesz dziękował głosem! - zaśmiała się Kyuumi, a cała klasa wraz z nią.
-Tylko nie męczcie go za bardzo. Pamiętajcie, że on zarabia tym swoim głosem - zaśmiał się wychowawca. - A, i Yuuno, dzisiaj sprzątasz salę moja droga. 
-Haa? Czemu? - jęknęła czarnowłosa.
-Bo go wkopałaś. Przykro mi. Dobra, moi drodzy, jeżeli wszystko wyjaśnione, to zacznijmy lekcję. Takanori, możesz usiąść.
Usiadłem tak jak mówił nauczyciel. Kyuumi się do mnie uśmiechała, a nawet powiedziałbym, że szczerzyła. Jej brat pogłaskał mnie po ramieniu mrucząc coś jak kot w taki sposób, że aż się wzdrygnąłem, a Yuuno uśmiechnęła się i podniosła do góry kciuki patrząc na mnie. To było naprawdę miłe.
Przez cały czas starałem się skupiać na lekcji, która się rozpoczęła. Pan Okuda mówił coś o zapisie nutowym, który Uruha z Reitą tłumaczyli mi na samym początku, gdy dołączyłem do zespołu. Klasa o profilu muzycznym, ha? Mama by się cieszyła. Zawsze z chęcią słuchała, gdy Kou mówił o muzyce i tym wszystkim. Zresztą, ja też uwielbiałem słuchać jak gra na gitarze. Dalej to lubię.
Uśmiechnąłem się sam do siebie.
-Ruki-chan... - usłyszałem cichy, wręcz nieśmiały szept.
Podniosłem głowę i spojrzałem w stronę odgłosu. Patrzyła na mnie Kyuumi, jakoś tak nieśmiało. Rzuciła mi na ławkę jakąś karteczkę i szybko się odwróciła, jakby podenerwowana. Spojrzałem na kawałek papieru znajdujący się tuż przede mną. Był złożony na cztery. Rozłożyłem go. W środku był napis. Przeczytałem go i  uśmiechnąłem się szeroko. Złożyłem kartkę spowrotem i włożyłem ją sobie do kieszeni. Resztę lekcji siedziałem uśmiechnięty słuchając nauczyciela. Zauważyłem, że patrzył co jakiś czas w moją stronę, jakby się upewniał czy wszystko w porządku. Jakiś czas później zadzwonił dzwonek.
-No dobra, moi drodzy, nauczcie się tego na za tydzień. Może będę pytał. A, i powtórzcie sobie te piosenki co ostatnio, następne lekcje są praktyczne. To wszystko. Yuuno, Takanori, mogę was poprosić ze mną?
Wstaliśmy i wyszliśmy za nauczycielem odprowadzani wzrokiem przez każdego z klasy.
-Dobrze moi drodzy, mam do was sprawę. Po pierwsze Yuuno, Takanori dołącza do twojej grupy z pianina. Pokserujesz mu nuty do tych piosenek co się uczyliśmy?
-Oczywiście, nie ma sprawy proszę pana - Yuuno uśmiechnęła się. - I przepraszam za ten wypadek na początku lekcji. Nie pomyślałam, przepraszam...
-Nie szkodzi. Wydało się, trudno. Ważne, żeby nie wyszło dalej - pan Okuda uśmiechnął się. -Teraz z kolei mam do Ciebie sprawę Ruki. Jesteś w drugiej klasie, więc musisz sobie wybrać drugi język obcy.
Mężczyzna wręczył mi jakąś kartkę.
-Prosiłbym, żebyś jutro dał mi odpowiedź, dobrze?
-Oczywiście.
-A, no i jeszcze jedno. Chciałbym Ci jeszcze powiedzieć, że lekcje muzyki w naszej klasie wyglądają inaczej niż w innych klasach. Całą klasą mamy zajęcia teoretyczne, czyli takie jak przed chwilą, na dodatek w zależności od grupy danego dnia dana grupa ma zajęcia praktyczne, czyli naukę gry na instrumencie. Popytaj się Yuuno, będziesz razem z nią w grupie, więc się nie martw. No dobrze, teraz to wszystko. Wracajcie do klasy. Do zobaczenia - nauczyciel uśmiechnął się i minął nas ruszając długim korytarzem w stronę, z której przyszedłem.
Patrzyłem chwilę za nim, aż w końcu Yuuno rzuciła mi się na szyję przyciskając do ściany.
-Taka-chan! Przepraszam! Mam nadzieję, że się na mnie nie gniewasz za ten mały... wypadek -wciąż obejmując moją szyję uśmiechnęła się przepraszająco.
-N-nie, jest w porządku.
-Oh, tak się cieszę! Jeszcze raz przepraszam. I jak ci się podoba? Teraz jak już dołączyłeś będzie super! Zobaczysz! Rodzeństwo Kyuu cię polubiło - uśmiechnęła się. - Dostałeś nawet karteczkę od Kyuumi, prawda? Co w niej było, jeśli mogę spytać? - Spojrzała na mnie ciekawsko.
Właśnie. Karteczka!
-Kyuumi się pytała czy idę z wami do kina dzisiaj wieczorem.
-O! Świetnie! Wybieramy się całą paczką, pójdziesz z nami?
-Całą paczką?
-Tak, ja, rodzeństwo Kyuu i taki jeden Eijiro. Jest w innej klasie, więc nie wie kim jesteś, ale jest naprawdę spoko. To co, idziesz?
-Ahm, nie wiem czy będę mógł, wiesz...
Yuuno uśmiechnęła się i powiedziała już ciszej. - Wujek Rei na pewno ci pozwoli.
-Tak myślisz?
-Tak. A teraz chodźmy już do środka. Zaraz mamy matmę.
Czarnowłosa złapała mnie za rękę i wciągnęła do klasy, aż pod nasze miejsca.
-Ruki-chan, to co z tym kinem? - Uśmiechnęła się blondynka.
Miała naprawdę prześliczny uśmiech.
-Idzie z nami - oznajmiła Yuuno z uśmiechem.
-Mrrr, to fajnie - zaczął Kyuuhi. - A tak w ogóle, jesteś psychicznie przygotowany na dzisiejsze dwa angielskie? Nyan?
-Przygotowany? - Spojrzałem na całą trójkę z zaciekawieniem, ale także obawą.
-On jeszcze nie wie... nyuu...
-Ale o czym?
-Tyle przegrać...nyuu...
-Ej, Taka-chan wcale nie ma się czym martwić - uśmiechnęła się Yuuno.
-A niby czemu to tak? - Spytało identycznie rodzeństwo.
-Zobaczycie - ucięła czarnowłosa i usiadła w swojej ławce.
W tej właśnie chwili zadzwonił dzwonek. Miałem wrażenie, jakby jego dźwięk mi się wrzynał w pamięć już na wieki. Wszyscy w klasie rozeszli się do swoich ławek. Ja również usiadłem na swoim miejscu między chłopakiem-kotem, a kawaii blondynką. Po prawej siedziała Yuuno, a po lewej było okno wychodzące na plac przed szkołą i ulicę. Dziedziniec opustoszał w niecałą minutę. Ulica, mimo że dość uczęszczana teraz również była pusta. Do pomieszczenia weszła niska japonka. Nie wyglądała jakoś bardzo sympatycznie, ale też nie była przerażająca. Sprawdziła obecność przy moim nazwisku zatrzymując się i przyglądając się mi. Wzruszyła tylko ramionami i zaczęła lekcję. Byłem zaskoczony. Zrozumiałem wszystko, o czym mówiła ta pani. Coś czułem, że matematyka nie będzie dla mnie problemem, chociaż tak się jej bałem. Na koniec lekcji dostaliśmy kilkanaście zadań do domu. A, więc to o tym mówiła Yuuno, kiedy narzekała na prace domowe?
W sumie jak tak siedziałem to doszedłem do wniosku, że wcale nie jest tak źle jak myślałem, że będzie. Nikt nie robił mi żadnych problemów w związku z tym, kim jestem. Poznałem znajomych Yuuno, okazali się być całkiem w porządku. Zgodziłem się nawet pójść z nimi do kina. Mój wychowawca okazał się być naprawdę sympatycznym człowiekiem. Miałem wrażenie, że mógłbym pójść do niego z każdą sprawą, a on by mi pomógł z uśmiechem. Patrząc jednak na wszystkie te rzeczy dalej czułem się tu dość niepewnie i nieswojo. Zastanawiał mnie ten cały Eijiro. Poznam go dzisiaj wieczorem w kinie. Jaki się okaże? A jak mnie zwyczajnie zignoruje? Co wtedy powie reszta? Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze.
Do moich uszu znowu dobiegł dźwięk dzwonka. Jednym ruchem Kyuumi odwróciła się do mnie. Ja za to usiadłem bokiem, żeby ze wszystkimi móc swobodnie rozmawiać. Chłopak-kot wyjął za to książkę i zaczął się uczyć. Z tego co widziałem, była to książka do biologii. Całą przerwę w nauce przeszkadzała mu siostra i według mnie wyglądało to naprawdę przeuroczo. Po dzwonku przyszła inna pani. Ubrana elegancko, włosy zaczesane wysoko u góry, co chwilę poprawiane okulary, wysokie szpilki. Była to nauczycielka właśnie od biologii i mimo swojego ubioru okazała się całkiem miła. Klasa pisała jakiś sprawdzian, a ja za to opracowywałem sobie notatki z ostatnich tematów zgodnie z poleceniem nauczycielki. Stwierdziła, że następnym razem mnie po prostu odpyta gdzieś na przerwie.
Następna była historia. Starsza już nauczycielka usiadła z przodu, idealnie na środku klasy i rozpoczęła swój monolog mieszczący się gdzieś w czasach szogunów. Mówiła naprawdę ciekawie. W całej klasie nie rozległ się żaden szept, bo wszyscy siedzieli zasłuchani. Pod sam koniec lekcji podyktowała nam jakąś krótką notatkę. Tym razem dzwonek naprawdę mnie zaskoczył. Wszyscy mówili, że poniedziałek to najgorszy dzień tygodnia, a mi mijał całkiem przyjemnie. Zostały jeszcze dwie lekcje. Dwa angielskie.

***
(REITA) 

Kręciłem się po domu nie mogąc sobie znaleźć odpowiedniego miejsca. A to pograłem chwilę na basie, coś posprzątałem, zjadłem, pograłem na playstation, obejrzałem coś w telewizji i pokręciłem się w kółko słuchając muzyki. Jak to codziennie tak będzie wyglądać, to nie wiem jak ja to wytrzymam. Od dawna oczekiwany dzień wolny, ale to tylko dlatego, że Kai musiał coś załatwić. Ruki i tak szedł do szkoły, więc niby lepiej, ale... no właśnie. Zostaje 'ale'. Wcale nie jest lepiej. Pierwszy raz od dawna mi się tak niesamowicie nudziło w domu. Brakowało mi czegoś. Nie, nie czegoś. Kogoś. Takanoriego. Musiałem aż usiąść jak to do mnie dotarło. Przez trzydzieści lat mojego życia nigdy nie pomyślałem, że tak bardzo może mi kogoś brakować. Jednak do tego doszło. Ruki... stał się osobą, której potrzebowałem do codziennego funkcjonowania. Siedziałem chyba dobre dwie godziny zastanawiając się jak to się stało. Wrócił mój nocny temat rozmyślań. Jak to się stało, że Takanori w przeciągu zaledwie miesiąca stał się dla mnie taki ważny? Czemu ten niski blondynek stał się tak bliski mojemu sercu? Nie, ja już nie miałem serca. Całe zabrał Ruki razem z tym swoim spojrzeniem i tak rzadkim uśmiechem. Teraz, jak go nie było, chociaż wiedziałem, że to tylko na parę godzin, czułem się okropnie nieswojo. Tak, jakbym nie siedział właśnie na swojej kanapie w swoim domu tylko wkradł się do czyjegoś i bezceremonialnie w nim urzędował. Mój mózg próbował opanować moje serce, ale tę walkę przegrywał bez najmniejszych szans.
Reita, ale jesteś głupi. Nie możesz powiedzieć nic Takanoriemu. Nie możesz się zdradzić, ani słowem, ani zachowaniem. Głupi, głupi Reita. Dlaczego akurat w Rukim? W osobie, która panicznie boi się wszelkich kontaktów z ludźmi, a szczególnie z większymi, silniejszymi, starszymi facetami? A Ty właśnie taki jesteś, Reita. Jak mu powiesz, to ucieknie z krzykiem. Będzie się ciebie bał, a jak Ci się uda spojrzeć w jego oczy to zobaczysz tylko ten paniczny strach jaki widziałeś pierwszej nocy. Skuli się gdzieś w kącie modląc się, żebyś odszedł. Tak będzie. 
Ale… co z tego? Co z tego, jeżeli nie możesz znieść myśli, że nie ma go przy tobie?  Musisz mu powiedzieć, Reita. Musisz. Powiesz, ale nie dotkniesz. Nie zrobisz mu krzywdy. Nie jesteś w stanie zrobić mu krzywdy, ale on w to nie wierzy. Musisz mu zatem udowodnić! Nauczyć go żyć, zachowywać się. Nauczyć go wiary w ludzi, zaufania. To jest twoje zadanie, Rei. Dopiero po tym jak skończysz, to możesz go dotknąć i czynem pokazać jak bardzo Ci na nim zależy, wiesz, Reita? Czeka cię ciężka próba…
Potrząsnąłem głową.
-Oh, zamknij się mózgu… Błagam…

***

(URUHA)

Przekręciłem klucz w zamku i drzwi ustąpiły. Wszedłem do domu ściągając buty. Było parę minut po dwunastej.
-Hey! Jestem! – Krzyknąłem, ale nie dostałem żadnej odpowiedzi.
Wszedłem do środka rozglądając się po salonie.
-Yuu? Jesteś w domu?
-O, braciszku! Już jesteś –uśmiechał się w moją stronę Kaoru.
Ugh, nienawidzę tego jego uśmieszku. Zawsze zwiastował coś niedobrego.
-Gdzie Aoi?
-Chyba w kuchni. Nie mam pojęcia w sumie. Powodzenia –znowu się uśmiechnął i zniknął w głębi schodów.
Co tu się dzieje? A co mu chodziło? Poszedłem do kuchni. Aoi robił kanapki słuchając muzyki. A! To dlatego mnie nie słyszał! Przytuliłem się do niego od tyłu ściągając mu słuchawki.
-Cześć Aoś.
Czarnowłosy odszedł parę kroków i tylko przelotnie na mnie spojrzał, po czym wrócił do robienia kanapek. Au. Zabolało…
-Yuu? Hey, co się stało…? Wiem, nie było mnie ostatnio w domu dużo czasu… Przepraszam, Yuu… Hey, słyszysz mnie? Yuu!
Zignorował mnie. Wziął sobie kanapki i poszedł do salonu. Odpalił coś na TV i zaczął jeść. No nie wierzę…
-Hey, Yuu, odezwij się do mnie – usiadłem obok niego kładąc rękę na jego dłoni, ale natychmiast ją wyrwał pod pretekstem sięgnięcia po pilota.
Zabolało jeszcze raz. Tym razem mocniej. Poczułem się, jakby ktoś ścisnął moje serce żelazną pięścią i za nic nie zamierzał puścić. Moje oczy zrobiły się mokre. Oh tak, Uru, płacz ci tu pomoże. Idiota.
-Yuu… -szarpnąłem go delikatnie za rękaw bluzy czując, że zaraz nie wytrzymam.
Zaraz się tu rozpłaczę z mojej własnej głupoty. Byłem tak głupi. Zostawiłem go na cały miesiąc. Samemu sobie. I to wszystko moja wina. Aoi nie chce mnie pewnie znać. Jak się do mnie odezwie to pewnie usłyszę, że mam czas do wieczora na wyniesienie się stąd. 
-Przepraszam… Yuu… odezwij się do mnie. Proszę.
Spuściłem głowę. Nie chciałem stąd iść, ani też nie chciałem tu płakać. Ale wiedziałem, że jak tu zostanę to się rozryczę. Nie dlatego, że jego zachowanie tak mnie bolało, ale dlatego, że byłem taki głupi.
Siedziałem tak nic nie mówiąc, a próbując opanować swoje emocje. Gdzieś w tle grał telewizor. Yuu podniósł się z kanapy zapewne odnosząc talerz od kanapek. Nie ruszyłem się z miejsca. Co to teraz da? Po prostu dalej mnie będzie ignorował, nie ważne co zrobię…
Usłyszałem kroki, a potem ktoś mnie objął. Uniosłem głowę, a moim oczom ukazał się Aoi. Przytulił mnie do siebie mocno, a ja rozpłakałem się na dobre. Powtarzałem słowo „przepraszam” jak mantrę, aż w końcu zamilkłem przestając też płakać. Czarnowłosy westchnął i pocałował mnie w czoło.
-Jestem pewien, -zaczął cicho- że nie podasz mi powodu twojej nieobecności, ale to dlatego, że Kai cię o to prosił. Nie potrzebuję jednak powodu. Ważne, że jesteś. Przeprosiny przyjęte.
Patrzyłem na niego z niedowierzaniem. Co on właśnie powiedział…? Gdy sens tych słów w końcu do mnie dotarł rzuciłem się mu na szyję wtulając się mocno.
-Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję… Kocham Cię, Yuu.
-Ja ciebie też kocham. Ale nie rób tak więcej.
-Obiecuję, że już nigdy nie zachowam się w taki sposób...
-Brakowało mi ciebie – powiedział Aoi uśmiechając się ciepło, po czym mnie pocałował.
-No nie wierzę! No po prostu nie wierzę! –Oderwaliśmy się od siebie patrząc na schody, gdzie stał Kaoru. –A gdzie kłótnie? Gdzie akcja, dramat, tragedia i to wszystko? Powinniście się kłócić! Aoi powinien cię znienawidzić! A tu co się dzieje? Oni się godzą! Jak gdyby nigdy nic!
-Kaoru, o co ci chodzi? –Zapytał Yuu.
-O to, że mnie wkurzyliście! Bity miesiąc nie ma tego idioty w domu, a ty mu wybaczasz jak gdyby nigdy nic? Powinniście się nienawidzić przynajmniej przez tydzień! Uru powinien cierpieć! Cierpieć, słyszysz? Po co było to wszystko, jeżeli i tak mu wybaczyłeś?
-Bo go kocham. Po prostu. I jak masz coś do tego to już się możesz pakować.
-Jeszcze będziecie cierpieć. Tym razem obydwoje.
Kaoru roześmiał się i pokazał środkowy palec, po czym wyszedł z domu trzaskając drzwiami.
-O co mu chodziło….?-Spytałem cicho.
-Nie wiem, to nie ważne.  Zupełnie nie ważne. Ważne, że mam ciebie.

***

(RUKI)

-Wyjmijcie kartki. Napiszecie wypracowanie o charakterystycznych obiektach Londynu po angielsku. Na ocenę – oznajmił nauczyciel wchodząc do sali parę sekund po dzwonku. Był niski i miał dość sporo ciała. Do tego nosił okulary, a pod pachą dzierżył dzielnie grubą teczkę i jakieś książki, zapewne do angielskiego.
A więc o to im chodziło, gdy się pytali czy jestem psychicznie przygotowany na dwa angielskie? Cóż, jak tak wygląda pierwszy, to chyba powinienem bać się drugiego. Rozejrzałem się po klasie lekko zdezorientowany. To był żart, czy to tak na poważnie? Wszyscy w klasie mieli już przygotowane duże arkusze w linie i widocznie na coś czekali. Ich twarze nie wskazywały, żeby byli szczęśliwi. Spojrzałem na Yuuno. Ta uśmiechnęła się do mnie jakby łobuzersko i dała mi taką dużą kartkę w linie pokazując dłoń z kciukiem do góry.
-Dobrze, ma być kompletna cisza. Macie pięćdziesiąt minut. Nie można zostać na przerwie. Nie można oddać szybciej. Podpisać się na kartkach. Napisać tytuł pracy. Start.
Mężczyzna wstał i zapisał na tablicy czas 13:00 – 13:50*. Spojrzałem trochę z powątpiewaniem na swoją kartkę. Zgodnie z poleceniem podpisałem się na niej i napisałem na środku tytuł pracy – „Charakterystyczne obiekty Londynu.” Byłem w Londynie tylko raz i to jak byłem mały. Większość rzeczy znam z opowieści mamy, ale to powinno wystarczyć. Napisałem o wszystkim co pamiętam. Duże czerwone autobusy, czarne taksówki, Big Ben’a, London Eye, Tower of London, Pałac Buckingham. Pokusiłem się także o opisanie Trafalgar Square, Tower Bridge, czy Oxford Street, ulicy, na której są same sklepy, ciągnącej się przez 1,6 kilometra. Zapisałem trzy i pół strony, po czym stwierdziłem, że wystarczy. Spojrzałem na zegarek wiszący nad tablicą. Jeszcze dziesięć minut. Przeczytałem to wszystko jeszcze raz poprawiając błędy i czasem zmieniając jakieś zdanie, czy jego szyk. Usłyszałem dzwonek, który bezceremonialnie przebił się przez panującą tu ciszę i oznajmił właśnie koniec lekcji. Nauczyciel kazał nam oddać kartki, co też wszyscy uczynili. Jedni bardziej zadowoleni, inni mniej. Wziął kartki, po czym wyszedł z klasy.
-Masakra! –Stwierdziła Kyuumi chowając twarz w dłoniach.
-Właśnie o to mi chodziło, nyaa, jak mówiłem o psychicznym przygotowaniu, mrrr.
-Tak, domyśliłem się – uśmiechnąłem się do nich.
-A tak w ogóle, Taka-chan –zaczęła Yuuno –ile ty żeś tego napisał? Patrzyłam co chwilę i ręka ci się nie zatrzymywała. Zapełniłeś chyba całe wolne miejsce!
-No ja… po prostu pisałem to, co pamiętam. W Londynie to ja byłem tylko raz w życiu i to jeszcze jak byłem mały, więc to nie było zbyt dużo, ale chociaż coś.
-Chociaż coś? Encyklopedię mógłbyś napisać.
-Nie przesadzaj, proszę.
-No nie przesadzam. Zobaczymy w czwartek na angielskim jak odda te prace. Chyba, że teraz na lekcji będzie je sprawdzał. Zada nam jakieś ćwiczenia na całą lekcje i będzie sprawdzał. Założę się normalnie. On lubi tak w poniedziałek wstawić kilka jedynek.
-Mści się na nas –wtrąciła Kyuumi.
-Za co ma się mścić?
-O kto to wie, nyaaa…. On zawsze znajdzie jakiś powód…
-Mhm, rozumiem.
Przez resztę przerwy blondynka i Yuuno rozmawiały o ciuchach, a chłopak-kot rysował coś w zeszycie. Wolny czas zleciał szybko i wkrótce rozległ się dźwięk dzwonka rozpoczynający drugi angielski. Tak jak na poprzedniej lekcji nauczyciel zjawił się dosłownie kilka sekund po dzwonku, tym razem zamiast teczki niosąc nasze prace z chytrym uśmieszkiem. Po klasie rozniosły się westchnienia i jęki rozpaczy. Tak jak przypuszczała czarnowłosa na lekcji robiliśmy zadania z ćwiczeń. Na szczęście, pan od angielskiego nie zamierzał ich zbierać. Chyba miał dość uciechy z naszych wypracowań. Cały czas sprawdzał kreśląc dużo czerwonym długopisem. Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Jakoś w połowie lekcji odezwał się głośno unosząc kartkę do góry.
-Który to jest Matsumoto? –Zapytał groźnym tonem.
Powtórzyła się sytuacja z rana. Było tak cicho, jakbym znajdował się gdzieś na dnie oceanu. Szum stał się za to tak głośny jak nigdy. Podniosłem powoli rękę czując na sobie spojrzenia wszystkich, ale najbardziej przejmowałem się tym niskim człowiekiem, który właśnie wstał i podszedł do mojej ławki.
-Jesteś nowy, chłopcze?-Spojrzał na mnie wzrokiem, jakby chciał mnie zabić.
Kiwnąłem głową bojąc się nawet odezwać.
-Nie wiem skąd jesteś, ale tutaj to nie przejdzie. Żaden z was nie będzie mnie oszukiwał. Przyznaj się jak spisywałeś, to może oszczędzę Ci wizyty u dyrektora.
Spojrzałem na niego z przestrachem i odchyliłem się lekko do tyłu.
-Nie spisywałem – powiedziałem cicho.
-Nie lubię kłamców! –Huknął.-Przyznaj się.
-Ale ja naprawdę nie spisywałem…
-Tak…? To jak wytłumaczysz fakt, że nie masz ani jednego gramatycznego błędu, a wszystkie te rzeczy opisałeś jak w przewodniku, co?! –Machnął mi kartką przed twarzą, a ja cofnąłem się gwałtownie. –Tak napisać mógłby tylko człowiek po filologii angielskiej, albo Anglik. Na środek klasy. Czytaj to.
Z duszą na ramieniu i pragnieniem by właśnie w tej chwili zostać niewidzialny wstałem i poszedłem na środek klasy. Mężczyzna dał mi kartkę raczej mi ją wciskając na siłę. Stanął obok przyglądając się bacznie. Zacząłem czytać. Przez całe dziesięć minut w pomieszczeniu słychać było tylko mój głos. Czytałem swoje wypracowanie. O londyńskich czerwonych autobusach i czarnych taksówkach przejeżdżających przez Tower Bridge. Czytając to przypominały mi się ulice zatłoczonego Londynu. Jak razem z mamą i Kou poszliśmy na lody, weszliśmy na Big Ben’a i dobrze się bawiliśmy. Robiliśmy sobie zdjęcia z żołnierzami w tych zabawnych, futrzanych czapkach. Dobrze pamiętam jak Kou bał się wejść na London Eye i tak samo bał się na samej górze. Jak zeszliśmy to rzucił się na ziemię i nie chciał się podnieść. Byliśmy w takim wielkim, bogatym pałacu, gdzie siedzibę miał rząd. Było całkiem zabawnie.  A ja to po prostu opisałem.
Kończąc czytać uśmiechałem się sam do siebie mając w pamięci obrazy tamtego lata. Podniosłem wzrok patrząc po klasie, a potem spojrzałem na nauczyciela i natychmiast spoważniałem. Zupełnie zapomniałem, że on tego słuchał. Byłem pewien, że na mnie nakrzyczy, wyrzuci z sali albo po prostu wstawi jedynkę, ale nic takiego się nie stało.
-Panie Matsumoto, czy zdradzi pan nam tajemnicę w jaki sposób nauczył się pan tak wymowy? –Zaczął niby spokojnie, ale przeczuwałem burzę.
Byłem pewien, że nie może być tak pięknie.
-Żyjąc w Anglii.
-Uhuhu. No to ciekawe. Jesteś jakąś wybitnie oporną jednostką. Dawno takiej ściemy nie słyszałem, Matsumoto. Siadaj i nie denerwuj mnie. Za pracę nie dostaniesz oceny. Przyniesiesz mi inne wypracowanie. Wpisuję Ci uwagę do dziennika za kłamstwa. To niedobrze zaczynać tak pierwszy dzień szkoły, Matsumoto. Oj niedobrze. Już ja sobie porozmawiam z twoimi rodzicami.
Westchnąłem nic już nie mówiąc. Nie było sensu się wykłócać. Nie chciałem sprawiać więcej kłopotów, ani sobie, ani Reicie.
-Sensei! On mówi prawdę! –Krzyknął ktoś nagle.
Spojrzałem w tamtą stronę. Była to Yuuno. Stała i chyba nie mogła uwierzyć w to, co właśnie powiedziała.
-Kagashisa, coż ty bredzisz? Chcesz też dostać  uwagę, albo odpowiednią ocenę?
-Nie, sensei. Znam go, mówi prawdę. I mogę dostać tę uwagę, ale nie ustąpię. To niesprawiedliwe.
-Tak mówisz, Kagashisa? No cóż, jeżeli ty to mówisz, to chyba uwierzę…
-Naprawdę?
-No oczywiście, że nie! Za drzwi! Oboje!
Nauczyciel wyrzucił nas z sali nie pozwalając nawet zabrać plecaków. Wyszliśmy za drzwi i Yuuno roześmiała się głośno, a ja stałem i patrzyłem na nią zdziwiony. Nie dość, że przeze mnie dostanie uwagę, to jeszcze wyrzucili nas z klasy. Reita nie będzie zadowolony. A obiecałem, że nie narozrabiam… Będzie na mnie zły. Jak ja mogłem być taki głupi? Mogłem powiedzieć, że ściągałem, mogłem się nie kłócić o moje pochodzenie. Dostałbym jedynkę i po sprawie. Nie byłoby żadnego problemu. A teraz? Przeze mnie Yuuno ma jeszcze kłopoty.
Usiadłem  pod ścianą patrząc w podłogę. Koło mnie usiadła Yuuno i poklepała po ramieniu.
-Nie martw się Taka-chan. Nic się przecież takiego nie stało. On zawsze tak robi. Szkoda tylko, że przekonałeś się o tym na własnej skórze.
-Ale przecież wpakowałem cię w kłopoty!
-E tam, przestań. Mało mnie to obchodzi. Gdybym się przejmowała jego tekstami, to moja psychika byłaby zniszczona. Nie umiałabym normalnie funkcjonować. Wyluzuj Taka-chan.
-Reita będzie zły.
-Huh? Martwisz się tym? Nie ma po co. Zrozumie. Nic ci nie zrobi. Nie będzie zły.
-Obiecałem, że nic nie zrobię. I co? Wrócę do domu z uwagą, jedynką i zapewne wezwaniem do dyrektora, czy co tam się tu daje.
-Oh, przesadzasz trochę- Yuuno kucnęła przy mnie głaszcząc mnie po włosach.-Nic takiego się nie stanie. Przecież wiem jaki jest wujek Rei, nie musisz się martwić-uśmiechnęła się.
Właśnie w tamtej chwili zadzwonił dzwonek. Była to ostatnia lekcja. Wszyscy wyszli z klasy, a przed nią została tylko nasza czwórka. Po tym jak ulotnił się stamtąd również nauczyciel wróciliśmy, żeby posprzątać. W końcu czarnowłosa miała dzisiaj to zrobić, ale solidarnie stwierdziliśmy, że nie możemy jej tak zostawić. Szybko się uwinęliśmy z klasą i został nam tylko korytarz. To też poszło nam całkiem sprawnie. Po tym rodzeństwo Kyuu poszło dalej mówiąc, że do jakiegoś klubu, a my z Yuuno wyszliśmy ze szkoły. Wyjąłem telefon i zadzwoniłem do Reity tak jak prosił. Obiecał być za dwadzieścia minut, więc staliśmy sobie tak pod bramą śmiejąc się z byle czego. Ot tak, dla zabicia czasu.
Gdy w końcu podjechał Reita pożegnaliśmy się i wsiadłem do samochodu.
-I jak tam Rukiś, widzę, że chyba nie było aż tak źle jak się obawiałeś, co nie?
Na widok Reity jakoś tak przestałem się śmiać. Będę musiał mu powiedzieć o sytuacji na angielskim, on mnie zabije. Będzie na mnie zły.
-Nie, nie było źle…
-Na pewno? Wyglądasz jakoś tak, jakby coś cię trapiło.
-Ke? Nie, nie martw się. Wszystko w porządku.
Reita poczochrał mi włosy i odpalił.
----------------------------------------------------------

*Lekcje w Japonii trwają pięćdziesiąt minut, a przerwy tylko pięć. 

Dalej lubię komentarze, tak tylko przypomnę XD 

PS Bina została moją betą! Że jej się chce... XD

wtorek, 9 kwietnia 2013

Reituki wierszem.

Nee, nee, moi drodzy, mam dla Was niespodziankę. Jak mówiłam, nie wiem, czy dam radę wrzucić chapter przed moimi egzaminami, które są za dwa tygodnie, ale wrzucę coś innego. Jak już po tytule widzicie machnęłam sobie już dość dawno wierszowane Reituki. Nie jest jakoś specjalnie długie, no ale... przynajmniej coś. Fajnie by było, gdybyście mi powiedzieli, czy takie coś Wam się podoba, czy mam się więcej nie brać za pisanie poezji XD Miałam to wrzucić razem z chapterem, ale stwierdziłam, że należy Wam się coś ekstra w międzyczasie <3

Yuuri-chan: Jak mama Taki mogłaby być Reitukistką jak nie znała Reity? No pomyśl XD No wiesz, to, że jest Aoiha nie znaczy, że będzie Reituki, hie, hie. Może będzie, może nie, moje małe zboczuszki XD Ale Twój hejt na Kou jest boski hahaha x3 A Twoja teoria o słońcu mnie rozjebała. Autentycznie. Czytałam Twojego komcia na informatyce i prawie spadłam z krzesła xD A ich wiek wyjaśnię niżej ;3
Ina: Oooh, czyli się jedna podobało <3 Dobrze, postaram się pisać więcej rozdziałów z perspektywy małego Rukiego. Może napiszę też jeden z perspektywy jego mamy? Kto wie, kto wie...
Murasaki: Muruś... <3 Tęskniłam. Wyobraziłam sobie Muruś czytającą chapter i robiącą 'kyaaa' albo 'aww' co chwilę. JEŻU, ALE SŁODKIE *w* Specjalnie dla Ciebie chyba dam jakąś naprawdę prześliczną postać, co by się Ruki mógł w niej zakochać XD Co o tym sądzisz? XD
Miyuu: TWOJE SMS-Y SIĘ URWAŁY ;_; SMUTEK MNIE OGARNĄŁ.
Haru: Oooh, dziękuję ci bardzo ^^ Tak bardzo przegrać życie XD Zakochany w czarnowłosym idiocie... XD
Aoi: Tobie dobrze wyszły obliczenia, ale patrz też niżej ;3
Chizuru: Ooo, długi komentarz. Ruki lubi to <3 Hahah, "Przecież to Ruki". Padłam <3 GRZEJNIKOCENTRYCZNY UKŁAD SŁONECZNY xDDDD UMIERAM I KWICZĘ. Wykorzystam to w opku, mogę? Biedny, mały Taka XD
Ai~chan: Nie martw się. Co do relacji Uru-Aoi i ich nielubieniu się jeszcze poczytacie. Ale słusznie zauważyłaś ;3
Bina-chan: Tak, mówiłaś to już xD Ale ja zawsze chętnie wysłucham <3
Bummie Choi: Ojejciu, naprawdę miło mi ^^ No i witam nowego czytelnika ;3 Pamiętaj, że trzeba spać xD Ale naprawdę morda mi się szczerzy jak nic XD

A teraz jeszcze zanim wierszyk. Chcę wyjaśnić moi drodzy kwestię wieku ;3
Myślę, że każdy wie ile Gazeciarze tak naprawdę mają lat. Jak nie to przypomnę.
Ruki -31 skończył w lutym
Uruha -w lato skończy 32
Aoi -w styczniu skończył 34
Reita -w maju będzie miał 32
Kai- w październiku kończy 32.
Tak więc, Aoś jest starszy od Uru, Reia i Kaia o dwa lata, a od Ru o 3 ;3

Teraz wiek w opku.
Ruki- 17 (W tej retrospekcji miał 5. Pisałam o tym na samym wstępie - "z perspektywy pięcioletniego Rukiego")
Suzy- urodziła Takę w wieku 19 lat. Miała 18 jak zaszła w ciążę. 19+5=24. W retrospekcji miała 24, zginęła w wieku 29. W tej chwili miałaby 36.
Uruha - 5 lat młodszy od Suzy. W retrospekcji 19. Różnica między nim, a Taką to 14 lat.  W tej chwili ma 31.
Reita i Kai - w tym samym wieku co Uruś.
Aoi - 2 lata starszy od nich wszystkich. Teraz ma 33.

Tak, Reita jest starszy od Rukiego o całe 14 lat.
CIEKAWIE, NIE? XD

No dobra, a teraz miłego czytania ;D

-------------------------------------------------------------------



W spokojnej dzielnicy na miasta obrzeżach
Stoi biały domek, pilnowany przez zwierza.
Zwierz ten mimo, że malutki, duchem jest wspaniały.
Koron ma na imię ten obrońca mały.

Dzisiaj siedzi cicho i nie szczeka prawie,
Leży na podłodze, gdzieś tam na dywanie.
Dzisiaj o pana swego jest zupełnie spokojny,
Mimo, że o niego już niejedne wszczynał wojny.

Pan Korona –Ruki –przyjaciela dzisiaj gości,
Zna go bardzo długo, lecz tylko wzrostu zazdrości.
Jegomość, który to ma zaufanie Korona,
Jest wysoki i umięśniony –nikt go nie pokona.

Na imię ma Reita i nikomu się nie śniło,
Że między tą dwójką niedawno zaiskrzyło.
-Kocham Cię –mówi Reita do Rukiego,
tuląc go i pilnując maleństwa swojego.

Niski zadziera do góry głowę,
A oczu mu grzywka zasłania połowę.
-To najpiękniejsze słowa jakie w życiu usłyszałem.
Dziękuję. Kogoś takiego nigdy nie miałem.

Uśmiecha się ciepło, jakby mu dziękując,
rozkoszuje się każdą chwilą do Reity się tuląc.
Kocha go najbardziej ze wszystkich na świecie,
Ale o tym mówić nie musi, bo wszyscy o tym wiecie.

Trzymając się za ręce do góry idą razem,
Żeby spełnić jedno z ich najskrytszych marzeń.
Ich usta się w miłosnym pocałunku spotykają,
Tyle do powiedzenia nawzajem sobie mają.

Tym jednym pocałunkiem uczucia wyrażają,
Całą miłość sobie nawzajem oddają,
I zostając razem w tę rozkoszy pełną noc,
Pokazują całą miłości wielką moc.

--------------------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że się podobało <3 Przepraszam, że tak długo, ale "EGZAMINY! UCZYĆ SIĘ!". Zrozumcie, proszę XD

czwartek, 14 marca 2013

The Versatile Blogger + info

Moi drodzy czytelnicy <3
Na samym wstępie - WSZYSTKIE KOPY DOSZŁY. FRAN, KOCHANIE, OD CIEBIE TEŻ <3
Dziękuję za nie ^^ Niestety, jak to zwykle bywa w moich tłumaczeniach, będę tłumaczyć się szkołą. No cóż, prawda jest taka, że za miesiąc mam egzaminy końcowe w gimnazjum, no i NAPRAWDĘ nie mam czasu pisać. Nie mam też za dużo weny, a gdy mam, to zużywam ją na odrabianie prac domowych. Więc wybaczcie. To było info pierwsze, a teraz drugie. Zostałam nominowana do The Versatile Blogger <3 DWA RAZY <3 Przez Reilę i Aoi Konoe. Dziękuję Wam ^^




Zasady:
- podziękować blogerowi u niego na blogu,
- pokazać nagrodę "Versatile Blogger Award" u siebie na blogu,
- ujawnić 7 faktów dotyczących samego siebie,
- nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują,
- poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów.


No to fakty o mnie:
1.Przejawiam wszelkiego rodzaju twórczość artystyczną - śpiewam, piszę, rysuję, tańczę. (I nie chwaląc się wszystko mi wychodzi XD )
2. Trenuję kuglarstwo - kręcę podpalonym z dwóch stron kijem, albo poi. ZARABIAM TAK.
3. Mam lekko skośne oczy, chociaż na codzień tego nie widać. To wychodzi jak się zaczynam uśmiechać ;_; (Geny od moich prapraprapra i jeszcze tak kilkadziesiąt razy rodzinie. Tak, z Azji.)
4. Jestem w ostatniej klasie gimnazjum o profilu mat-inf, teraz idę do klasy angielskiej do liceum ;3 (O ile się dostanę XD)
5. Często przebieram się za faceta. I mimo moich dość długich włosów ludzie mówią do mnie jak do faceta XD Wyglądam wtedy jak prawdziwy metal XD
6. Jestem prawie pewna, że mam schizofrenię. (Gadam ze sobą i z ludźmi, których nie ma. XD )
7. Chciałabym być niskim facetem (najlepiej Japończykiem), żeby móc zostać czyimś kawaii uke <3
8. Jestem bardzo empatyczna. Często płaczę i nawet nie wiem czemu. Ot tak, po prostu mam ochotę. Albo jak oglądam anime. To już w ogóle płaczę na całego.
9. MOJA MAMA MÓWI DO MNIE RUKI, A SENSEI OD JAPOŃSKIEGO RUKI-CHAN.
10. Standardowo - chciałabym pojechać do Japonii, przynajmniej na wycieczkę. Marzy mi się tam zostać.
11. Uczę się języka japońskiego (w szkole językowej) i swoją wiedzę przekazuję ludziom z "Nihon no Kurabu" czyli Koła Japońskiego w moim gimnazjum, które założyłam ^^
12. Przyjaciele mówią do mnie w rodzaju męskim. Ja też mówię o sobie w rodzaju męskim, chociaż przy rodzinie muszę się hamować XD
13. Chcę przefarbować sobie włosy na rudo (kocham ten kolor), choć naturalnie mam brązowe.
14. Mam japońskie nazwisko, ale polskie imię, którego nie lubię, więc często przedstawiam się japońskim odpowiednikiem XD Oryginał brzmi Magdalena, ale przedstawiam się Madoka XD

Dodaję fakty za nominację od Malv <3

15. Piszę yaoi już ze dwa lata.
16.Uwielbiam, jak mówicie, że podoba Wam się moje opowiadanie, a szczególnie jak mnie błagacie na gg albo fb, żebym powiedziała Wam co będzie dalej. No po prostu kocham <3
17. Moje ulubione kolory to czarny i fioletowy. Na ręku zawsze noszę intensywnie fioletową wstążkę. Nie ściągnęłam jej od listopada.
18. Mam bransoletkę, którą noszę od dwóch lat. Są to trzy związane ze sobą i dookoła mojego nadgarstka rzemyki. Dwa czarne i jeden biały.
19. Zdarza mi się na lekcjach pisać notatki po japońsku. Po prostu. Automatycznie tłumaczę i przerzucam się na krzaczki. Reakcja katechetki - bezcenna.
20. Uwielbiam chodzić w kocich uszach/japońskim mundurku/kimonie po mieście. Co odważniejsi ludzie czasem podchodzą zrobić sobie zdjęcia i pogadać xD
21. Często z moimi znajomymi jak gdzieś idę to gadam po angielsku, japońsku albo niemiecku. Nigdy po polsku. Mam taki dziwny zwyczaj, no nie wiem no XD

Dobra, teraz nominacje. W ZASADACH NIE MA NIC O TYM, ŻE NIE MOŻNA NOMINOWAĆ BLOGA, KTÓRY NOMINOWAŁ CIEBIE XD

Nominuję więc:
-http://my-own-angel.blogspot.com/
-http://aijou-yaoi.blogspot.com/ (MALV, NA OBYDWU BLOGACH XD)
-http://gdy-nadejdzie-on.blogspot.com/
-http://the-gazette-love.blogspot.com/
-http://alicenine-gazette.blogspot.com/

Taaa, jest 3 razy mniej niż powinno być, ale ja po prostu nie umiem wymyślać blogów do nominacji XD
PS. W momencie kiedy piszę tę notkę mam już połowę następnego rozdziału. Prawdopodobnie, po tym jak on się ukaże, następny rozdział będzie dopiero pod sam koniec kwietnia, po moich egzaminach. Bądźcie ludzie wyrozumiali <3

niedziela, 3 lutego 2013

~CHAPTER 23~ "Kuzynek Kou"

 ~CHAPTER 23~ 

"Kuzynek Kou"


Ten rozdział dedykuję Malv <3 (Tędy proszę ;3) Po przeczytaniu jej opowiadania (które nawiasem mówiąc jest świetne), naszła mnie ochota, żeby napisać coś z perspektywy dziecka. Naszego Rukiego <3 Wzięło się to stąd, że w jej historii też jest perspektywa pięcioletniego Rukiego, a chciałam się przekonać czy ja dałabym radę napisać z takiej perspektywy jak najlepiej oddając sposób myślenia dzieci. No cóż, mam nadzieję, że podołam XD Tak więc Malv, dziękuję za inspirację do kolejnego "wspomnieniowego" rozdziału ^^ A, i z góry przepraszam za dość dużo zdrobnień, ale to dziecko. Dziecko myśli zdrobnieniami XD (Ja też XD)

Murasaki: Biedna Muruś. Zjadło Ci komentarz? Ja czasem jak piszę rozdział to potrafię jak debil przełączyć sobie stronę i wtedy jebut, piszemy od początku XD Wgl, Murasaki, Ty wiesz, że Twoja ksywka znaczy fioletowy? XD

Ai~chan: Ojciec Takanoriego, mówisz? Hmm, może masz rację, może nieeee <3 Zobaczycie ^^
Setsu: CIOCIA SETSU! O yaaaaa, fajnie, że wróciłaś ;3 Cały gang Teizoku Cię jeszcze nie raz zaskoczy ;3
Badyleczek: Ahm, to rodzeństwo nie było za żadną cenę wzorowane na vocaloidach XD Nawet mi się nie skojarzyli XD
Chizuru: Ahahaha XD Prawo natury. To przecież takie naturalne, że Reituki musi być XD Ale nie, serio jeszcze nie wiem czy będą razem. Zastanawiam się mocno i poważnie <3 
Namiko: Wiesz, dużo czasu zastanawiałam się jak by to zrobić, żeby Yuuno go wkopała. Była taka akcja, że spotkałam dziewczyny, które się jarały piosenką zrobioną w grupie fanduberskiej, w której śpiewałam. Robiłam wszystko, żeby się do mnie nikt nie zwrócił po ksywce (dla bezpieczeństwa życia), ale jednak przyszła koleżanka i już z daleka do mnie krzyczy "RUUUUKIIII!". No. I tak wpadłam na ten pomysł XD
Haru: Z opisywaniem facepalm'ów i innych rzeczy zawszę służę pomocą XD Dziękuję za komplementy. Cały czas staram się poprawiać to, jak piszę. Nawet nie wiecie ile ja zapisuję zeszytów. Dwa na miesiąc czasem nie starczają XD A co do zarywania nocek... powinnaś spać. Mózg źle pracuje, jeśli całą noc czyta się opowiadanie, a tym bardziej jak się je pisze <3
Chinatsu Yuuriko: Ta, co czekała najbardziej <3 Wiesz, że te Twoje tasiemcowe komentarze są zajebiste? Po prostu, wchodzę sobie, patrzę "O, dwa nowe", a tu taki tasiemiec od Yuuriko XD I wielki banan na twarzy ;D Wybacz, ale mówię Ci, moje tempo pisania jest taaaakie pręęęędkieeee. Ktoś mnie musi zmusić, żebym zaczęła przepisywać, albo muszę mieć zbyt dużo wolnego czasu <3
Oliwia: Ahm, dzięki <3
Aiko: A, dziękuję ;3
Ina: Dziękuję, że mi wybaczacie <3 I tak, PANIE Z OSIEDLA RZĄDZĄ!
Kyou: Daję, daję, ale to dlatego, że jestem teraz chora i gorączka 39 stopni nie sprzyja pisaniu opowiadania XD Szczególnie, że ja jeszcze nie mam ferii ;_;
Anonimek nr1: Śpij w nocy! W nocy Wy powinniście spać, a Ruki pisać rozdziały. Taka już kolej rzeczy <3

A teraz, miłego czytania ;D


------------------------------------

(RUKI)

Obudziłem się rano, gdy w pokoju było jeszcze ciemno. Wyskoczyłem szybko z łóżka i podbiegłem do małego krzesełka, które stało pod oknem. Stanąłem na nim i chwyciłem zasłonki wiszące tam. Pociągnąłem najmocniej jak umiałem, aż w końcu udało mi się odsłonić choć część okna wpuszczając do pokoiku jeszcze nikłe promyczki. Daleko na horyzoncie, nad lasem widziałem część dużego, święcącego koła, które jak mama mi tłumaczyła ogrzewa nam domek, ogródek i las. Taki duży grzejnik, który świeci, tylko w kształcie kółka. Słońce. Ktoś musiał się napracować, żeby zrobić taki wielki grzejnik, o takim kształcie i wystrzelić go w kosmos. Ciekawe jak się tam trzyma? Może jest przywiązany na sznurku? A może lata? Muszę iść się zapytać mamy. Szybko zeskoczyłem ze stołka,  na którym stałem i pobiegłem do drzwi. Potem spojrzałem na moje łóżko. Podniosłem z ziemi Pana Królisia, którego musiałem zrzucić, gdy wstawałem i ułożyłem na poduszce przykrywając go na dodatek kołderką, tak jak mama mnie, żeby było mi ciepło. Dałem Panu Królisiowi buziaka w policzek i pobiegłem na dół ciesząc się, że już dosięgam klamki. Wbiegłem do kuchni.
-Mamo!
-Tak, synku?
Mamusia stała przy kuchence smażąc coś na patelni. Jajecznica! Wszędzie poznałbym ten zapach. Lubię jajka. Przytuliłem się do niej. Gdy skończyła robić śniadanie to kucnęła przy mnie i wzięła mnie na ręce. Lubiłem być u mamy na rękach. Byłem wtedy taki wysoki! Jak mama i kuzynek Kouyou!
-Taka, a wiesz co my dzisiaj mamy za dzień?
Zastanowiłem się przez chwilę.
-Sobotę?
-Tak! Dokładnie! A wiesz czemu dzisiaj jest fajna sobota?
-Bo świeci słoneczko i będę mógł się bawić na dworze, a roślinki będą mogły rosnąć?
Mama uśmiechnęła się. Lubiłem jak się uśmiechała, tak ładnie wtedy wyglądała!
-To też, ale wiesz czemu jeszcze? Bo jak zjemy śniadanie, to pojedziemy do dużego miasta po Kou!
-Jeeej!
Zacząłem się cieszyć. Nie widziałem go cały rok! Ciekawe czy znowu urósł. Jeej, on był taki wysoki! Ja też kiedyś taki będę. Na pewno. Nawet wyższy! Dlatego piję dużo mleka. Chcę być wysoki jak Kou-chan! Bardzo go lubiłem. Oprócz mamy, znałem tylko jego. Przyjeżdżał tylko raz w roku, w wakacje, ale na cały miesiąc! To był zawsze najlepszy miesiąc w roku. Mogłem się bawić z Kou-chan'em, słuchać jak ładnie grał na gitarze. Bardzo lubiłem jak siadał i grał. Mogłem wtedy posłuchać, albo śpiewać do jego gry. Lubiłem śpiewać. Kou-chan zawsze mówił, że ładnie śpiewam, więc śpiewałem dla niego. On zawsze wymyślał fajne zabawy, mogliśmy bawić się w berka, choć i tak zawsze na końcu mnie łapał. Ten Kou-chan to był zdolny, choć czasem wydawał mi się taki smutny. Nie chciałem, żeby był smutny. Chciałem, żeby się bawił, śmiał i uśmiechał. W zeszłym roku nawet przez cały miesiąc uczył mnie japońskiego. To jest taki śmieszny język! Na początku nie mogłem zrozumieć, że tam się nie używa literek, tylko znaczków, ale mama mi wytłumaczyła wszystko i teraz twierdziłem, że te znaczki wyglądały ładniej niż literki, ale było ich o wiele więcej i były trudniejsze. Dziwiłem się mamusi i Kou-chan'owi, że umieli wszystkie. Ja też kiedyś będę umiał. Zazdrościłem trochę kuzynowi, że mieszkał tak daleko, aż w Japonii i mógł tu przyjeżdżać. To pewnie dlatego, że był taki duży. A może będzie mnie nosił na barana? Tak to lubiłem. Byłem wtedy naprawdę wysoki.
-Taka, synku, może zjesz już śniadanie?
Spojrzałem na talerz, który postawiła na stole przede mną mama. Wziąłem widelec i wszystko szybko zjadłem, ale nie dlatego, że byłem głodny, tylko dlatego, że już chciałem zobaczyć Kouyou! Po śniadaniu pobiegłem spowrotem do pokoju i ubrałem się cicho, żeby nie obudzić Pana Królisia. Gdy już byłem na dole, mama wzięła mnie za rękę i wyszliśmy z domu. Było jeszcze wcześnie, ale na pewno to będzie ładny dzień. Kwiatki w ogródku, które wczoraj podlewałem wyglądały jak kolorowy raj. Gdzieniegdzie latały ptaszki, a przy kolorowych płatkach kwiatów osy i pszczoły. Kiedyś się ich bałem, ale mama zawsze mi mówiła, że nie mam czego. Pszczółki przylatują do kwiatków i pomagają im rosnąć. Musiało być fajne takie życie pszczółki. Latałbym sobie z kwiatka na kwiatek. Mógłbym polecieć daleko na polanę w środku lasu, żeby usiąść sobie na jakiejś roślinie, takiej jakiej nie mamy w ogródku i oglądać trawę albo robaki. Robaki też były ładne, ale tylko niektóre. Inne wyglądały brzydko, ale wiem, że były nam potrzebne, bo tak jak pszczółki pomagają rosnąć kwiatkom od góry, tak robaki pomagały od dołu. Jak to mama mówiła, użyźniały glebę. To było takie trudne słowo, nie umiałem go powiedzieć na głos. Ale ważne, że pomagały! Gdybym był takim robakiem, też bym pomagał roślinom, ale tylko tym pożytecznym, bo były też takie, których nie lubiłem. Na przykład ta parząca pokrzywa. Kiedyś cały w nie wpadłem i bardzo mnie bolało, ale mama posmarowała mnie maścią i mi przeszło. Tak sobie myśląc o kwiatkach i o tym co pomaga im rosnąć szedłem z mamą przez las. W końcu doszliśmy do miasteczka. Pachniało tu bułkami. Tak lubiłem bułki! Szkoda, że nie mogłem ich jeść codziennie. Miasteczko było daleko od domu, a mama nie miała czasu, żeby pójść po nie rano. Czasem ja po nie chodziłem, ale taka wyprawa do miasteczka i spowrotem zajmowała dość dużo czasu. Dzisiaj mieliśmy jechać jeszcze dalej, bo do dużego miasta. To znaczyło, że pojedziemy takim dużym autobusem. To był jedyny, który tu jeździł. Był cały żółty i jak jechał to buczał głośno. Kojarzył mi się z pszczółkami. One też były żółte i pewnie dlatego zawsze dużo ich przylatywało. Gdy już przyjechał autobus usiedliśmy z mamą na samym przodzie, tuż obok pana kierowcy. Musiał być bardzo mądry skoro jeździł takim dużym, żółtym autobusem.Też bym kiedyś tak chciał. Przez całą drogę wyobrażałem sobie, że to ja siedzę po prawej stronie przy kierownicy i nią kręcę w kółko. Ale byłoby fajnie! Widziałbym całą drogę z tak wysoka. Przez dwie godziny próbowałem kierować tak jak kierowca, tylko w powietrzu, ale szybko się zmęczyłem. Oglądałem wszystko w autobusie jak i na zewnątrz. Patrzyłem na ludzi, była nawet pani z bardzo ciemną skórą. Ciekawe gdzie tak bardzo się opaliła? Pewnie tam gdzieś za oceanem. Mama mi mówiła, że są tam inne kraje, w których jest cieplej niż u nas. Kouyou mieszkał w Japonii, bardzo daleko. Wiedziałem, że też na wyspach, jak my, a dzisiaj miał do nas przylecieć. Taką dużą latającą maszyną, jak ptaszek. Tylko, że ta maszyna umiała latać nad oceanami, a ptaszki nie. Szkoda. Ale dobrze, że przynajmniej ta maszyna mogła przylecieć i przywieźć tu Kou. Ciekawe czy kuzynek się nie bał. Ja na pewno bym się bał. Oh, Kou był taki odważny! Też kiedyś taki będę. Będę taki odważny, że nie będę się bał latać dużymi metalowymi ptaszkami. Nie będę się też bał walczyć ze smokami. Smoki były fajne. Zawsze sobie wyobrażałem jak by to było, gdybym mógł latać na smoku. Mój smok byłby duży i niebieski. Miałby fioletowe oczy i zionąłby tęczowym ogniem. Tak lubiłem tęcze, były śliczne. Zupełnie tak jak moja mama, bo ona też była śliczna, a szczególnie jak się uśmiechała.
Tak sobie myśląc o tęczach, mamusi, smokach i dużym żółtym autobusie nawet nie zwróciłem uwagi na to, że już byliśmy w dużym mieście. Gdy już wysiedliśmy to mama złapała mnie za rękę i poszliśmy dalej ulicą. Słoneczko było już wysoko. Idąc tak patrzyłem na kolorowe sklepy, szczególnie te z zabawkami. Chciałbym dostać taką zabawkę, ale wszystkie były za drogie. Poza tym, miałem swojego Pana Królisia, mojego najlepszego przyjaciela. Nawet Kou go lubił. Raz nawet zrobił mu miecz z patyków, ale popsuł się, a ja nie umiałem go naprawić. Będę musiał przeprosić Kou, że zepsułem taki fajny miecz. Już nie mogłem się doczekać kiedy go zobaczę.
Usiedliśmy z mamą w dużym zielonym parku na ławce. Zawsze czekaliśmy tutaj na kuzynka, bo on jechał z jeszcze większego miasta, a drogę znał tylko do tego parku. To było zabawne, Kou nigdy nie umiał zapamiętać drogi do domku. W tym byłem od niego lepszy! Spojrzałem na niebo. Nie było na nim żadnej chmurki, ale świeciło słońce.
-Mamo, mogę się o coś zapytać?
-O co chodzi synku?
-Jakim cudem to słoneczko trzyma się tam w kosmosie? No bo grzejnik jest na prąd, tak? I jeżeli słońce to taki duży grzejnik to jak się trzyma w kosmosie? Na kablu? A ten kabel musi być bardzo długi, prawda? I do czego wtedy jest podłączone to słonko?
Spojrzałem na mamę z wyczekiwaniem. To było bardzo ciekawe. Czy słońce jest na kabel? Trzeba będzie to sprawdzić. Mamusia roześmiała się i pogłaskała mnie po włosach. Czemu się śmiała? Przecież to było ważne! Jeżeli słońce jest na kabel, to gdzie jest podłączone? A jeżeli nie jest to jakim cudem działa? A co ważniejsze, jak lata po kosmosie? Ma skrzydła? Nie, skrzydeł w końcu nie widać. A może ma niewidzialne skrzydła? O! To musiało być to! Słońce ma niewidzialne skrzydła. No tak, ale pozostaje jeszcze to, jakim cudem działa jeśli nie jest na kabel. A może te skrzydła unosząc to słońce dają mu energię, żeby pracować? Tak... tak, to jest najlogiczniejsze wytłumaczenie. Ciekawe jak wyglądają skrzydła od słońca? Czy może tak jakie mają smoki? A może jak mają wróżki? Albo ptaszki? Powinienem zostać naukowcem i zbadać to, jak wyglądają niewidzialne skrzydła słońca. I wtedy zostałbym geniuszem, byłbym bogaty i mógłbym kupić sobie tyle zabawek ile bym chciał, a mamie wszystko o czym by marzyła. I kupiłbym Kou gitarę!
-Taka-chan!
Spojrzałem w stronę, z której ktoś mnie wołał. Stał tam Kou z torbą na ramieniu i pokrowcem na gitarę w ręku. Szybko wstałem z ławki i pobiegłem do niego rzucając się mu na szyję. Odłożył torbę i gitarę i wziął mnie na ręce. Jeeej, teraz to naprawdę byłem wysoki. Zaraz, zaraz. Czy on był wyższy niż w zeszłym roku, czy mi się wydaje? Przytulił mnie do siebie i uśmiechnął się do mnie.
-Cześć Taka, jak tam? Chłopaku, jaki ty jesteś już duży. Niedługo będziesz wyższy od mamy, a potem ode mnie.
-Tak! Będę taki wysoki jak ty - uśmiechnąłem się.
-Oh, to cieszę się. Ale powinienem się obrazić, wiesz?
Spojrzałem na niego przechylając głowę. Nie wiedziałem czemu miałby się obrazić. A może... może dlatego, że powiedziałem, że będę od niego wyższy? Może Kou będzie wtedy smutny? O nie, on nie mógł być smutny.
-Kou...? A za co się obrazisz?
Uśmiechnął się.
-Za to, że jeszcze mi nie dałeś buziaka na przywitanie.
O nie, jak ja mogłem zapomnieć? Cmoknąłem go szybko w policzek i uśmiechnąłem się.
-Kou, jak tam podróż? - Spytała mama, która podeszła do nas. Teraz byłem od niej wyższy! Haha, jak fajnie!
-A spokojnie oprócz tego, że jak wysiadłem z samolotu to padła mi komórka i nie miałem z czego słuchać muzyki, a tym bardziej siedzieć na komunikatorze. No to było straszne -zaśmiał się.
-O tak, to naprawdę musiało być straszne -mamusia też się uśmiechnęła. - Synek, a może zejdziesz już z Kou? Na pewno jest zmęczony po długiej podróży, a jeszcze musimy dojechać do domu.
-Nie, ja nie chcę! Ja chcę u Kou być. Nie zejdę. Kou-chan, Kou-chan, mogę tak zostać?
-Co? Pewnie, ale tylko wtedy gdyby twoja mama wzięłaby gitarę. Nie jest ciężka, ale nie mam trzeciej ręki, żeby ją też ponieść.
Kuzynek odwrócił się w stronę mamy. - To co Suzy, wzięłabyś ją? Ja bym wziął Takę.
Nie rozumiałem tego. Czemu on zwracał się do mamusi po imieniu? Tak można było? A może tylko on mógł? A może dlatego, że Kou nie był tak bardzo młodszy od mamy jak ja? Hmm... w sumie to nie wiedziałem ile mama może mieć lat, ale na pewno niewiele. Przecież była taka ładna, a starzy ludzie nie są tacy ładni. Kou też był ładny, więc on też nie był stary. Eee tam, to nieważne.
Mama w końcu zgodziła się nieść gitarę, a kuzyn niósł mnie na rękach aż do momentu kiedy wsiedliśmy do autobusu. Tam usiadłem mu na kolanach, a on opowiadał mi różne bajki. Mówił o chłopcu, który urodził się bardzo malutki, ale był też bardzo odważny, o dziewczynce, która była biedna i sprzedawała zapałki, ale potem była szczęśliwa, o tym jak dzielni rycerze, żeby uratować księżniczkę musieli wjechać na szczyt szklanej góry walcząc ze złym smokiem, a, no i o elfach. Lubiłem jak mówił o elfach. Elfy były fajne. Kou-chan wyglądał jak elf. Był wysoki, chudy, miał długie rude włosy i jeżeli spięłoby się je tak jak to mają elfy, to naprawdę tak wyglądał. A może Kou był elfem? Ale jakby był, to jakby schował długie uszy? Hmm... jak zostaniemy sami to się go będę musiał zapytać. Teraz mi na pewno nie powie. Przecież elfy nie mówią ludziom, że są elfami, ale byłem pewien, że mi powie. Mamie nie, ale mi tak. Ja w końcu byłem mały. Każdy wie, że jak powierzy się jakiemuś małemu tajemnicę, to on nigdy, ale to nigdy jej nie zdradzi. Dotrzymywanie obietnic było bardzo ważne, szczególnie dla mnie. Bardzo się cieszyłem jak mama chwaliła mnie za dotrzymanie obietnicy, kiedy na przykład obiecałem posprzątać pokój albo podlać kwiatki. Ale teraz wcale nie obiecywałem, że nie zasnę słuchając Shimy. Shi-maaa, jak to zabawnie brzmiało. Kou miał bardzo fajny głos i to właśnie przez niego niebawem zasnąłem.

*****

Obudził mnie zapach bułek. To znaczy, że znowu byliśmy w miasteczku niedaleko domu. Otworzyłem oczy. Ahm, ja latałem? A, nie. To Kou mnie niósł. A szkoda, fajnie by było polatać. Właśnie skręcaliśmy w stronę lasu. Szliśmy już do domku. 
-No, Uruś, tak? To jak tam u Ciebie na studiach, co? Rodzice bardzo byli źli, że wybrałeś muzykę, a nie medycynę, tak jak chcieli?
-Uhm, tak, kazali mi się wynosić z domu. Ojciec był zły. W sumie to się wyprowadziłem, ale dwa tygodnie później wydzwaniali do mnie, że mam wracać i żebym sobie nie żartował. 
-Gdzie się wyprowadziłeś?
-Ahm, do siostry. Wiesz, ona jest teraz w ciąży więc na początku nie chciałem im tam przeszkadzać, ale nie miałem gdzie pójść, a Koichi mnie jeszcze okrzyczała, że nie przyszedłem wcześniej - Kou zaśmiał się.
-No i miała rację. Też bym cię nakrzyczała na jej miejscu - mama uśmiechnęła się szeroko. - W końcu rodzina jest po to, żeby móc na niej polegać i zapamiętaj to sobie. Może nie na każdego możesz liczyć w stu procentach, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto ci pomoże. 
-Wiesz co? Dziwnie to brzmi jak ty to mówisz. Kobieta, którą zostawił chłopak zaraz po tym jak się dowiedział, że jesteś w ciąży i ty mi mówisz, że zawsze znajdzie się ktoś na kim można polegać?
 -Tak, Shima. Zawsze. Ja na przykład mam ciebie. Nawet nie wiesz jak mi pomagasz przyjeżdżając tu co roku. Bawisz się z Takanorim, uczysz go. Wiesz jak on się cieszy za każdym razem, gdy masz przyjechać? Jak głupi. To jest bardzo pomocne. Poza tym, przez ten miesiąc będziesz mi przynosił drewna, nie? Przecież do tego potrzeba męskiej ręki, a Taka jest za mały.
Kouyou zaśmiał się głośno. 
-Oh, oczywiście. A więc jak potrzebujesz męskiej ręki to już nie twierdzisz, że wyglądam jak dziewczyna?
-Oh, rozgryzłeś mnie. 
Mama rozłożyła ręce i uśmiechnęła się szeroko.
-No dobra, pomogę - Kou też się uśmiechnął. - Ale ja nie gotuję!
-Nie każę ci przecież gotować, nie chcę jeszcze zginąć, wiesz? 
-No wiesz ty co? Umiem gotować! 
-Ty umiesz gotować? Że niby co? Jajecznicę chyba. Takanori umie więcej.
-To dziecko gotuje?
-Tak. Sam chciał i sam się uczy. 
-No teraz to się poczułem głupio -zaśmiał się. - Ale umiem coś tam gotować.
-Oczywiście, oczywiście.  A powiedz mi, jak tam z Akirą? Dalej się z nim przyjaźnisz?
-Pewnie. Jesteśmy razem na studiach. Wiesz, założyliśmy razem zespół.
-Zespół? A to ciekawe.
-Tak - Kou uśmiechnął się szeroko. - Akira gra na basie. Kojarzysz Tanabe? Kiedyś Ci o nim mówiłem. Ten co jak się uśmiecha to wszystkie laski wzdychają.
-Aaa, tak, pamiętam. Mówiłeś. Co z nim?
-On jest naszym perkusistą. Jest naprawdę świetny. Na wokalu mamy znajomego Tanabe, ale za dobrze go nie znam.
-I to cały wasz skład?
-Nie, jest jeszcze taki idiota Shiroyama. Też gra na gitarze. Jest od nas wszystkich rok starszy. Jest wkurzający, ale chłopaki się uwzięli, żeby to on do nas dołączył jako druga gitara.
-Czemu go tak nie lubisz?
-Bo jest wkurzający! Irytuje mnie. Nienawidzę go. Mógłby zginąć, wcale bym się nie przejął. Człowiek chce się poznać, zaprzyjaźnić, wychodzi z jakąś inicjatywą, a tu taki idiota.
-A on cię jak traktuje? Może to tylko z twojej strony takie nielubienie? Nie żeby coś, bo w końcu ja go nie znam, ale tak tylko rozmyślam.
-Ja go uważam za zło konieczne i on mnie. Jest idealnie. Aczkolwiek mógłby zginąć, byłbym szczęśliwy.
-Ahm. No jak tak twierdzisz. Ale pamiętaj Kou, że czasem może ci pomóc osoba, po której najmniej byś się tego spodziewał - mama spojrzała na Shimę jakoś tak uważniej. Czasem tak na mnie patrzyła i wtedy zawsze wiedziałem, że mówi coś bardzo ważnego, a teraz patrzyła tak na kuzynka. Ciekawe czy on wie, że to takie ważne. Słuchanie mamy. To była bardzo ważna rzecz. Nie wyobrażałem sobie jak można by było się pokłócić z mamą, albo się jej sprzeciwić. Mama była najmądrzejszą osobą na świecie i mógłbym się o to kłócić całe dnie, gdyby ktoś myślał inaczej. Nie umiałbym mieszkać bez mamusi. Co ja bym bez niej zrobił? Gdybym nie widział jej długich jasnych włosów jak moje i ładnych niebieskich oczu, to bym się załamał. Mama miała śliczne włosy. Ja też takie miałem, tylko moje były proste i nie skręcały się. Nie miałem też takich oczu jak mama. Jej oczy kojarzyły mi się z niebem w lato, albo z morzem, które widziałem rok temu, gdy pojechaliśmy nad nie z Kou. Zawsze się uśmiechała i jej oczy sprawiały wtedy wrażenie, jakby świeciło w nich słoneczko. Moje oczy były takie jak Shimy. Brązowe. On miał jasne, a ja ciemne. Mama zawsze mówiła, że mają kolor jak czekolada, ale ja tak nie uważałem. Nie były takie ładne jak jej.
Kou po uwadze mamy już się nie odzywał. Szliśmy tak przez las, a on cały czas mnie niósł na barana. W sumie to mógłbym się odezwać i powiedzieć, że już nie śpię, ale po co? Lubiłem jak ktoś mnie nosił. Siedziałem więc cichutko patrząc sobie na drzewa i roślinki myśląc sobie jakby to było, gdybym był ptaszkiem. Ahh, latałbym sobie po drzewach. Było by super!
Doszliśmy w końcu do domu. Przed wejściem w końcu się poruszyłem i poprosiłem Kou, żeby mnie puścił, co też uczynił. Gdy tylko mama otworzyła drzwi to wbiegłem na górę do swojego pokoju sięgając paczkę świecowych kredek z nadrukiem z Kubusiem Puchatkiem. Wziąłem też dwie kartki i pobiegłem na dół zostawiając to wszystko na stole.
-Kou, Kou! Porysujemy?
-Synek, Kou może być zmęczony, w końcu jechał bardzo długo. Może dałbyś mu odpocząć, hmm? - Mama ukucnęła przy mnie tak, że teraz była takiego samego wzrostu i pogłaskała mnie po włosach uśmiechając się łagodnie.
-No... ale ja tak bym chciał się już z nim pobawić...-przyznałem zgodnie z prawdą.
-Oh, widzę, że się rwiesz, co? - Uśmiechnął się Kou. - Ja tam nie jestem zmęczony. Możemy się pobawić. Rysowanie, tak? Oke.
-Yatta! - Krzyknąłem skacząc w górę z radości.
Podbiegłem do niego i złapałem go za rękę ciągnąc do stołu, na którym wszystko zostawiłem. Usiedliśmy naprzeciwko siebie i zaczęliśmy rysować. Bardzo lubiłem rysować. To było tak jak pokazywanie tego, że się jest wesołym albo smutnym, prawda? To było fajne. Jak się śpiewało, to też można było przez to powiedzieć jak się czuje. Ciekawe, czy tylko ja tak miałem, że zwracałem na to uwagę. Muszę się zapytać Kou, ale to później. Teraz skupiłem się na rysowaniu. Narysowałem duży biały dom, który miał kwiatki na parapetach. Nad nim były chmurki, przez które świeciło słoneczko. Po chwili zastanowienia dorysowałem słoneczku uśmiech. no co, nie mogło być radosne? Jak ktoś się uśmiecha to taki jest. Biały dom miał czerwony dach. Przed tym domem był ogródek, gdzie rosło bardzo dużo kwiatów. Były różnokolorowe, jedne większe, a drugie mniejsze. Na dróżce prowadzącej do domu stała mama z wielkim uśmiechem i trzymała mnie za rękę. Z mojej drugiej strony stał Kou. Wyższy i ode mnie i od mamy. On trzymał mnie za drugą rękę. Chwilę potem dorysowałem kuzynkowi gitarę i parę nutek, które kiedyś podpatrzyłem w książce. Zrobiłem niebieskie niebo i uśmiechnąłem się do mojego dzieła. Ciekawe czy się im spodoba.
-Skończyłeś już, Taka? - Spytał Kou, gdy poprawiałem jeszcze jakieś małe rzeczy. - Pokażesz mi?
Uśmiechnąłem się i dałem mu rysunek, po czym wziąłem ten jego. Jego rysunek to była po prostu gitara, ale... była naprawdę ładna! Chyba taka, którą się podpina do prądu, bo była cieniutka. Była niebieska, chodź na krawędziach pojawiał się czarny płomień, tak samo jak na tej najdłuższej części, po której "chodziły" palce, jak to kiedyś tłumaczył mi Kou. Na samym dole był biały napis po japońsku, którego nie umiałem przeczytać. Był zapisany jednym z tych trudnych znaczków, których jeszcze nie znałem. Kou powiedział, że pisze tam Uruha. Mhm... może to była gitara tego Uruhy? Albo tak się nazywała gitara? Tak, na pewno to.
-Nee, Kou-chan, podoba Ci się mój rysunek?
-Tak, jest super - uśmiechnął się. - Pokażesz mamie?
-Pewnie!
Zabrałem obydwie kartki i pobiegłem do mamy chwaląc się naszą twórczością. Mama wzięła obydwie i przypięła na lodówkę. Wtedy do kuchni wszedł kuzynek patrząc na rysunki.
-Ohh, no teraz to się poczułem jakbym był w podstawówce, wiesz? - Zaśmiał się. -W życiu nikt nie powiesił mojego rysunku na lodówce.
-To ja powiesiłam - moja mama uśmiechnęła się głaskając nas obydwu po włosach. -Oke chłopaki, nakrylibyście stół? Kolacja zaraz będzie.

*****

(URUHA)

Po kolacji zebrałem wszystkie naczynia i włożyłem do zlewu. Zapewne teraz przypadnie mi pozmywać. No trudno. Suzy poszła położyć Takę, więc chwilowo byłem sam. Odruchowo spojrzałem w stronę lodówki, gdzie wisiały nasze dzisiejsze rysunki. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Naprawdę poczułem się jak przedszkolak, gdy moja praca tam wylądowała. No cóż, miałem prawo. Nie umiałem jakoś zbytnio rysować, więc moja twórczość była średnia i raczej niezauważalna. W domu ewentualnie siostra zwracała uwagę na to co robię, a tak to nikt. Tutaj było zupełnie inaczej. Mimo, że byłem młodszy od Suzy tylko o pięć lat, to traktowała mnie jak Takę. W sumie to byłem jej za to wdzięczny, ale jej zachowanie tylko mi przypominało, że moja matka jakoś zawsze wolała Kaoru. To nieważne, że zniknął zaraz po liceum zostawiając wszystkich. To nieważne, że miał jakieś konflikty z policją i że znikał na całe dnie nie mówiąc nic nikomu, bo on i tak był ukochanym synkiem rodziców. Mimo, że wyglądaliśmy tak samo to i tak nie miało znaczenia. Po prostu to zawsze ja byłem tym złym. Bo byłem najmłodszy? W sumie, młodszy od niego o całe pięć minut, też mi coś. Miałem jeszcze dwie starsze siostry, ale w sumie tylko z tą najstarszą z nas wszystkich - Koichi - można było normalnie pogadać. U niej też aktualnie mieszkałem, po tym jak wyprowadziłem się od rodziców na początku studiów. No właśnie, studia. Wszystko poszło o to. Ojciec typował dla mnie medycynę. Pogięło go, czy co? Ja lekarzem? Chyba w jego marzeniach. Chciał, żeby ktoś ten jego głupi szpital kontynuował. Proszę bardzo, ale to na pewno nie będę ja. Ani mi się śni. 
Napuściłem trochę wody do zatkanego korkiem zlewu i zacząłem zmywać powoli. Robiłem to już całkiem wprawnie biorąc pod uwagę to, że u mnie w domu jak i u Koichi była zmywarka i bardzo rzadko się zdarzało, żebyśmy musieli sami zmywać. Tu było to codziennością. Przyjeżdżając co roku do Anglii zawsze czułem się jakbym znajdował się w innym świecie. Świecie Taki i Suzy, gdzie najważniejsza była rodzina. W sumie to zazdrościłem małemu mamy. Sam bym chciał taką mieć. Blondynka ta niestety była tylko moją ciocią i to jeszcze taką na doczepkę. Ojciec Taki, wujek Shun był bratem mojej mamy. Sześć lat temu związał się z Suzy. Osiemnastolatką z Anglii. No niestety, Suzy zaszła w ciążę, a gdy Shun się o tym dowiedział to ją zostawił, a ona wróciła do kraju, żeby wychowywać Takę sama. Gdy to wszystko się działo byłem w gimnazjum. Na szczęście zdążyłem zaprzyjaźnić się z Suzy. Jakoś nie umiałem zwracać się do niej "ciociu". Może też dlatego, że była tylko te pięć lat starsza? Gdy mały miał roczek przyjechałem tu po raz pierwszy. Kompletnie nie znałem kraju, a moja znajomość języka jakoś dziwnie zanikała gdy musiałem go użyć. Na szczęście blondynka znała japoński. Odkąd Taka zaczął mówić to rozmawiałem z nim w połowie po angielsku, a w połowie po japońsku. Zabawne to było, gdy przerzucał się na ten swój perfekcyjny angielski, gdy nie umiał czegoś powiedzieć. No, u mnie też to tak musiało wyglądać. Czasem dochodziło do tego, że Suzy musiała nas nawzajem tłumaczyć i jeszcze się ze mnie śmiała. Bezczelność, tylko ze mnie, a ze swojego syna to już nie. Ale cóż... on miał pięć lat. To, że mówił dwoma językami było i tak bardzo dobre. Nie miała z czego się śmiać, ale z mojego akcentu i wymowy często się śmiała. Wiem, że nie robiła tego złośliwie. Zawsze wtedy czochrała mi włosy i mówiła, że to przecież nic takiego. Była naprawdę kochana. Taka, jaka powinna być mama. Uśmiechnąłem się sam do siebie. Cieszyłem się, że miałem w niej oparcie i przyjeżdżając tutaj starałem się jej pomagać czy to w czymś ją wyręczając, czy też bawiąc się z Takanorim.
Odłożyłem ostatni talerz na zmywarkę i wytarłem ręce. Właśnie wtedy Suzy wróciła na dół, jak zwykle uśmiechnięta.
-Śpi? - Spytałem.
-Tak. Cały czas mówił, że jutro będzie się z tobą bawił od rana do nocy. Kazał ci powiedzieć, że w tym roku też chce się uczyć - uśmiechnęła się.
Oh, ten Taka. Naprawdę uczynny chłopak z niego. Jak kiedyś przyjedzie do Japonii to powinien podrywać laski na angielski. Uruha przepowiedział, Matsumoto Takanori będzie miał tłumy fanek. No cóż, sprawdzimy za jakieś dziesięć lat.
-Jak chce, to będę go uczył - uśmiechnął się i usiadłem na krześle przy stole.
-Zmęczony?
-Trochę.
-To może pójdź spać? Wiesz, podróż samolotem, autobusami, a potem kilka kilometrów przez las z Taką na plecach z pewnością była męcząca. A, no i jeszcze pozmywałeś. Dobry chłopiec, w końcu się nauczył - Suzy uśmiechnęła się promiennie.
Z pewnością powinienem się teraz obrazić, ale w sumie to było całkiem zabawne, a ja nie miałem siły się kłócić. Poza tym, jakoś nie umiałem się kłócić z nią.
-Nie, teraz nie zasnę, co ty - odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
-Zaśniesz, zaśniesz. Już, natychmiast do łóżka.
-No mówię ci, że nie zasnę.
-No to przynajmniej poleżysz. Nóżki ci odpoczną, oczka sobie zamkniesz. No już, wypad do góry, spać - szturchnęła mnie lekko w ramię, żebym się ruszył.
Westchnąłem i wstałem tak jak mówiła. Wziąłem torbę z rzeczami i gitarę, po czym ruszyłem po schodach do "swojego pokoju". Przez cały miesiąc to będzie mój drugi dom. Szkoda, że nie pierwszy. No cóż. Wszedłem do średniej wielkości pomieszczenia. Jak podejrzewałem stało tu już zasłane łóżko, zapewne przygotowane wcześniej przez Suzy albo i nawet Takę. Kto wie? Oprócz łóżka była tu jeszcze mała szafka, jedna komoda, szafa na ubrania i mały, drewniany stolik, a obok niego poduszka. Oh, to będzie na czym siedzieć.
Rzuciłem moje rzeczy w kąt przyszykowując sobie wcześniej odpowiednie ciuchy do spania. Znaczy, bokserki i duży T-shirt. Przebrałem się w nie i rzuciłem się na łóżko wyciszając się. Myślałem o wszystkim, byleby tylko nie o nim. Niestety. Moje myśli wkrótce zmieniły tor i podążyły własną ścieżką, gdzie było pełno jego. Tego czarnowłosego idioty Shiroyamy. Nienawidziłem go, naprawdę bym się cieszył, gdyby zginął. Mógłbym wtedy się od niego uwolnić i o nim zapomnieć, ale nie. Musiał żyć i na dodatek grać w naszym zespole. Co za idiota. Moje serce reagowało na każde wspomnienie o nim, ale mój mózg krzyczał "Zgiń! Zgiń! Zgiń!". Był idiotą. Przystojnym, czarnowłosym, pociągającym, zabawnym, lekko zwariowanym idiotą.
"Nie myśl tak o nim! On cię nie chce, Kouyou. Uważa cię za dziwaka, nie pamiętasz? Nie masz u niego szans." - dalej krzyczał mój mózg.
Ohh, i czemu ja się musiałem zakochać w takim idiocie?
"Kouyou, ty też jesteś idiotą. Tylko nie płacz."
Skuliłem się obejmując nogi rękoma. No ładnie... Czeka cię miesiąc męki z tym idiotą w myślach. Powodzenia Uru.

----------------------------------------

TAK, TAK, OBIECAŁAM, ŻE WRZUCĘ DZISIAJ, WIĘC O TO JEST <3

Mam nadzieję, że Wam się spodoba ;3 Wspomnieniowy rozdział z takiej innej perspektywy. Piszcie komcie, tralala <3 

A, i chciałam jeszcze powiedzieć, że w polecanych mamy nowy link, a mianowicie bloga Yami-chan. Nieźle się tam zapowiada ;3

PS. Jak chcecie mieć rozdziały, to ktoś musi kopać Rukiego po dupie. Ahm i ja jestem na gg całe dnie, ale siedzę na niewidoku, więc pisać zawsze możecie ;3 
Naprawdę, kopnijcie mnie czasem tak porządnie w dupę i zagońcie do pisania <3 Dziękuję ^^